Nigdy?
Minęło już trochę czasu od momentu, gdy padły te słowa, ale one wracają. W zasadzie nie mam siły pisać, ale słowa wracają i coś mi każe te rozsypane myśli chociaż trochę poukładać. Potrzebuję jakoś uporać się z tym „bałaganem”. A potem znowu je rozsypać. Ile razy już się za to brałam, nie zliczę. Fajnie byłoby nie znajdować czasu, lecz nie da się tak w nieskończoność.
„Nigdy! Przenigdy Polak nie ma prawa podnieść ręki na Polaka!” – niby nic, a jednak ta wypowiedź była dla mnie ciosem w splot.
Wywołałam Go do tablicy, bo – nie wiem dlaczego – jakoś Mu ufam. I może dlatego słowa wracają, bo nie umiem ich oddać niepamięci; mam wrażenie, że mają jakąś wartość. Muszę tylko odkryć, czy mają, a jeśli tak, to jaką.
Podnieść rękę... Chyba nie chodzi o „banalne”: „nie morduj” (w Dekalogu utrwalone jako „nie zabijaj” – a przyznać trzeba, że oba określenia nie są jednoznaczne), lecz o coś więcej. Chodzi o coś o wiele głębszego.
W zasadzie wiem także, dlaczego to powiedział. Oboje wiemy, jakie mogą być skutki, gdy teraz w emocjach Polak podniesie rękę na Polaka. Chociaż… On skutki tego lepiej rozumie ode mnie. A ja? Ja mogę tylko przeczuwać, jakie kręgi duże i małe powstaną na wodzie i jaki to może przynieść efekt. Ale jednak coś każe podumać.
Kiedy „kończy się” zwyczajny obywatel, a „zaczyna” polityk? Kiedy mój rodak przestaje być tylko zwykłym rodakiem mieszkającym naprzeciwko czy sprzedającym mi piłki dla psa przez Allegro, a staje się elementem tej polityki, która ma zniszczyć Polskę?
Czy moja wioskowa sołtys jest tylko moją sąsiadką, z którą sprzątam kościół i z którą wymieniam uprzejmości, czy jednak będąc wyborczynią PSL, zaangażowaną rodzinnie w proces wyborczy, staje się częścią polityki?
Gdzie jest granica?
„Nigdy! Przenigdy Polak nie ma prawa podnieść ręki na Polaka!”. Cholera! Co mnie podkusiło?! Teraz muszę się zastanawiać.
„Kolejne pokolenie AK walczy z kolejnym pokoleniem SB”. Czy to prawda? Uważam, że tak. Obce mocarstwa rozgrywają nas od wieków i od czasu II Wojny Światowej znowu nas rozegrano.
Czy jest możliwe porozumienie między tymi wrogimi pokoleniami? Śmiem wątpić. Bo nie znajdą się „tytani ducha” tacy, jak profesor Cenckiewicz, którzy potrafiliby rozliczyć się ze swoją rodzinną przeszłością „stając w Prawdzie”, którzy potrafiliby odciąć się od ciągnącego się za nimi „zła”.
Jedyna nadzieja w Bogu. Bez Boga, tak po ludzku, nie jesteśmy w stanie porozumieć się. Bez Boga nie jesteśmy w stanie posypać głowy popiołem, odrzucić naszej pychy i naszej nieomylności. No tak, ale co „zrobiliśmy” z Bogiem?
W zasadzie najprościej byłoby powiedzieć, że cała wina leży po stronie „pokolenia SB”. Najprościej. Ale ponieważ nie znoszę „najprościej”…
Ilu z nas wybierze Polskę w godzinie próby? Ilu znajdzie wymówki, stchórzy i będzie „tylko” człowiekiem, bo „życie jest tylko jedno”? Czy wolno mi stanowczo oceniać matkę, która stając na głowie, organizuje „żółte papiery” synowi, swojemu jedynemu dziecku?
– Nie mogę pozwolić go zabić!
– Ale może powinnaś pozwolić mu wybrać?
– Gdy będzie zaatakowana Polska, to sam wybierze, a na razie patusy regularnie przebąkują o słaniu naszych dzieci na nie naszą wojnę na Ukrainie. Tam nie pozwolę go wysłać!
Rozumiem ją. Sama nigdy nie zgodziłabym się posłać syna do ukraińskiego okopu, aby narażał swoje życie za balujących w nocnych klubach Ukraińców. Mowy nie ma! Jeśli „krew z mojej krwi” ma ginąć, to wyłącznie za Polskę. I rozpiera mnie duma, gdy słyszę deklarację obu moich „krwi”, że będą Polski bronić i o Nią walczyć, gdy będzie trzeba. I jest ta duma, mimo że myśl o śmierci moich dzieci przed moją śmiercią mrozi mnie. To chyba normalne u normalnych matek.
Ale z drugiej strony przychodzi myśl o sensie śmierci. Są „głupie” śmierci, lecz są też zgony mające głęboki sens. Do nich, według mnie, należy śmierć w walce o Polskę.
Zastanawiam się, czy ci wszyscy „prawi” ludzie na przykład na X też tak myślą. Czy czują to? Czy mają świadomość, że w przypadku wojny przyjdzie stanąć też przeciwko swojemu rodakowi, przeciwko Polakowi? I czy wiedzą, że mogą przyjść sytuacje, gdy trzeba będzie zabić tego Polaka? Nie nabluzgać mu, nie „obić japę”, a po prostu odebrać mu życie.
Przyglądam się sobie i zastanawiam, czy potrafiłabym odebrać komuś życie. W samoobronie i obronie najbliższych – nie wątpię, że tak! To raczej nie odwaga, lecz instynkt. Czy umiałabym stanąć w obronie obcego człowieka, wiedząc, że ryzykuję własne życie? To już trudniejsze, bo to nie instynkt, ale rozum, analiza.
Cóż… Podobno zawsze byłam „szalona”. A gdy doda się do tego chęć opuszczenia tej „poczekalni”, w której istnieję już ponad 50 lat, to tym bardziej. Lecz to kwestia wojny wypowiedzianej Polsce. A jak jest z inną „wojną”?
Jak jest z Polską i obroną Jej przed ludźmi, którzy chcą zrobić Jej krzywdę, mimo że to też ich Ojczyzna? Patrzę na twarze ludzi „po drugiej stronie” w polsko-polskiej wojnie i zastanawiam się, czy potrafiłabym, wychodząc przeciwko nim na polską ulicę, podnieść na nich rękę w bardzo konkretnym celu. Patrzę na ludzi, którzy rzucili pod moim adresem najwstrętniejsze obelgi, dla których jestem wszystkim, co najgorsze: zaczynając od człowieka upośledzonego, przez człowieka gorszego, na insekcie kończąc. Patrzę na ludzi, którzy przez lata sprawiali wrażenie przyzwoitych i kulturalnych, a obecnie kojarzą się wyłącznie z wulgarnym marginesem społecznym. Kojarzą się z ludźmi prawdziwie opętanymi, charakteryzującymi się mową plugawą i nienawiścią. Czy potrafiłabym w konfrontacji ulicznej „podnieść rękę” na nich, wiedząc, że ich pan chce odebrać Polsce niepodległość?
Mogłabym tu zamieścić długą listę nazwisk ludzi szkaradnych, otumanionych niebieska „szmatką” z gwiazdkami, wyjących nienawistnie. Ludzi atakujących i modlących się Polaków, i naszych Żołnierzy. Ludzi świadomie i metodycznie biorących udział w eksterminacji Narodu Polskiego strzykawkami z chlorkiem potasu i namawiających do zabijania własnych dzieci. Mogłabym stworzyć długą listę tych ludzi...
Obejrzałam kiedyś ciekawy norweski film biograficzny pod tytułem „Numer 24”. Poleciliśmy ten film bliskim i kilku znajomym. Usłyszeliśmy od nich, że film mocny i zrobił ogromne wrażenie. Czy dla mnie był mocny i zrobił na mnie wrażenie? Nie.
Ten film upewnił mnie, że są rzeczy na tym realnym świecie, które trzeba zrobić. To właśnie swego czasu robili „moi Polacy”, wykonujący wyroki Państwa Podziemnego na zdrajcach i kolaborantach. To także robili „moi Polacy” jeszcze kilka lat po wojnie, za co władza ludowa mściła się podle, a kolejne „pokolenie SB” robiło z Nich bandytów i zakopywało w grobach niepamięci.
„Nigdy! Przenigdy Polak nie ma prawa podnieść ręki na Polaka!”. Dlaczego nie ma prawa? Z moralnego punktu widzenia – bo „nie zabijaj”?
Czy może Twoje słowa to próba (wielu z Was) utrzymania spokoju za wszelką cenę, bo skutki polityczne byłyby dla Polski tragiczne? Oboje wiemy, że przyjdzie moment, gdy do konfrontacji dojdzie. To nie mój wymysł, to powtarzająca się historia Polski. Ty nie będziesz miał z tym problemu z racji tego, kim jesteś, a ja? Pójdę podpisać „volkslistę” czy będę szła drogą Gunnara Sønsteby i „moich Polaków”?
Tak czy inaczej, na razie nie musisz się bać tego „podniesienia ręki”. Obserwując Polaków po prawej stronie, widzę, że raczej ręce mają zajęte czym innym. Zakupami w niemieckich sklepach, spłacaniem rat za domy czy samochody, wertowaniem stron www z dobrymi ofertami wakacyjnymi… Na razie my, prawi Polacy umiemy tylko oburzać się, nawalać z przeciwnikiem w necie i wznosić modły do nieba. Bo tak wygodnie, bo tak bezpiecznie, bo tak rośnie w nas poczucie, że bojowo walczymy. Tak, to optymalny sposób zachowania dla Niemca, który „po plasterku” odbiera Polsce wolność, gnojąc nas swoim „pokoleniem SB”.
A nasi politycy? Oni chyba też wybrali walkę nie nazbyt nachalną. Świetnie to było widać w trakcie bezprawnego zaprzysięgania jakichś (ponoć) sędziów kolumnie sejmowej i czerwonemu Czarzastemu. Tylu prawego „chłopa” w tym Sejmie, a tylko jeden nieśmiało zawołał o braku Prezydenta. Rejtan w grobie się przewracał, widząc tę sytuację. Czy tak samo, szanowni nasi parlamentarzyści, będziecie Polski bronić, gdy wróg nas zaatakuje? W milczeniu pakując manatki i uciekając? Bo w Sejmie pokazaliście, co myślicie nie tylko o mnie, waszym wyborcy, ale i o naszym Prezydencie i o naszej Ojczyźnie. Smutne to.
A smutne, tym bardziej że…
10 kwietnia, w rocznicę zamachu smoleńskiego, w Katedrze był czytany „Dekalog Polaka” Zofii Kossak-Szczuckiej:
Jam jest Polska, Ojczyzna twoja, ziemia Ojców, z której wzrosłeś. Wszystko, czymś jest, po Bogu mnie zawdzięczasz.
1. Nie będziesz miał ukochania ziemskiego nade mnie.
2. Nie będziesz wzywał imienia Polski dla własnej chwały, kariery albo nagrody.
3. Pamiętaj, abyś Polsce oddał bez wahania majątek, szczęście osobiste i życie.
4. Czcij Polskę, Ojczyznę twoją, jak matkę rodzoną.
5. Z wrogami Polski walcz wytrwale do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi w żyłach twoich.
6. Walcz z własnym wygodnictwem i tchórzostwem. Pamiętaj, że tchórz nie może być Polakiem.
7. Bądź bez litości dla zdrajców imienia polskiego.
8. Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj, że jesteś Polakiem.
9. Nie dopuść, by wątpiono w Polskę.
10. Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej dorobek i Majestat.
Będziesz miłował Polskę pierwszą po Bogu miłością.
Będziesz Ją miłował więcej niż siebie samego.
Nigdy nie mówmy „nigdy”. Ja nie powiem. Nawet gdyby przyszło samemu tę rękę podnieść.
Dora Herkejos