Wytresowali nas na posłusznych konsumentów. Reklama nam mówi, co dla nas najlepsze, a celebryci się dziwią, że jeszcze nie mamy ostatniego gadżetu z wypasionymi funkcjami, których większości nigdy nie użyjemy. Krótkie slogany, łatwe do połknięcia przez mózg. No i niezbędne loga, wysoce rozpoznawalne i wstemplowywane do mózgu z pozytywnym przekazem: to logo oznacza, że produkt jest dobry i nabywając go, będziemy wyjątkowo cool, a ta etykietka upewnia nas, że ta usługa odróżni nas od plebsu.
I nic nie szkodzi, że używają jakichś sztuczek, żeby wpływać na nasz wybór, bo my akurat te marki to bardzo lubimy. Płacimy za quality! Obnosimy się naszymi markami, bo stały się częścią naszej tożsamości.
Ale chwila,… Skoro sztuczka sprawia, że czujemy się dobrze na widok naszej marki, to czy to działa też w drugą stronę? Dlaczego tamci dla NAS to plebs? Czemu nienawidzimy kolorów innych niż NASZE? A jak bekę z tamtych robimy, nawet jak chwieją się nad własnym grobem, to ich bezwarunkowo nienawidzimy? Czemu jesteśmy gotowi bronić NASZYCH marek do krwi – pierwszej albo kolejnej – a zwalczać ich marki równie bezwzględnie? Dlaczego NASZA prawda jest z góry ustalona i żadne fakty nie są w stanie jej zmienić?
Nie lubię reklam…
Kakooshka