50 odcieni zieleni Zapożyczone z biologii pojęcie „ekologia” ma obecnie status marki, etykietki i na zasadzie działania reklamy zostało nam zakodowane przez długoterminowe budowanie pozytywnych skojarzeń z wybranymi zachowaniami, produktami i technologiami. Tak rozumiana „ekologia” została oderwana od swego podstawowego znaczenia. Obecnie stanowi centrum ekologizmu, który narzuca ludziom dodatkowe sumienie przyrodnicze i który rozprzestrzenił się na obszary społeczne, polityczne, naukowe i gospodarcze jako ruch ekologiczny czy klimatyczny.
Kwintesencją tych zjawisk są coraz liczniejsze i coraz bardziej agresywne zmiany legislacyjne, wymuszające na nas zmianę zachowań w stosunku do wyselekcjonowanych aspektów „ochrony klimatu”. Niektórzy zauważają, że ten proces rozpoczął się już w latach 30., a jego etapem było powstanie globalnych grup, czy wręcz sieci nacisku takich, jak DerGrunePunkt czy Greepeace. Po kolejnym szczycie klimatycznym w Dubaju czy gospodarczym w Davos zainteresowanie budzi fakt wydawania poleceń politykom przez globalistów. Kimże oni są? To ten 1% populacji świata posiadający prawie połowę globalnego kapitału, podczas gdy ponad połowa populacji dzieli się 1% bogactwa światowego… Tak, niestety pieniądz rządzi, pieniądz kupi wszystko i każdego… Religia klimatyczna została wymyślona i jest implementowana jako świetny biznes dla pomnożenia olbrzymiego już kapitału globalistów. Jej uwierzytelnienie zapewniają przekupieni grantami naukowcy. Legislacja wyprodukowana przez kupionych polityków zapewnia return on investment.
Dziwicie się, dlaczego wciskają nam ten zielony ład na siłę tak szybko, sztucznie wywołując panikę? Być może banieczka ideologiczna pęka. Kwestionuje się założenia ideologii. Technologie upadają bez wielkich dotacji. Naukowcy przechodzący na emeryturę, niezobowiązani już grantami, zaczynają mówić coraz głośniej o ekoklimatycznej mrzonce. Ludzie się buntują przeciwko zniewoleniu klimatycznemu. W końcu są okradani podwójnie: bezpośrednio przez narzucone ograniczenia i drogą energię produkowaną nieekonomicznymi metodami, a pośrednio przez państwowe lub unijne dofinansowywanie zielonych technologii, inaczej nieopłacalnych. Tak oto globaliści okradają nas i bezpośrednio drenując nasze portfele, i czerpiąc środki z naszych podatków.
A dlaczego tak bardzo im zależy akurat na elektrykach, fotowoltaice czy turbinach? No bo przecież wszystko, co konieczne dla zaspokojenia potrzeb - i tych podstawowych, i tych wyższego rzędu - już mamy. Kupiliśmy to również od nich. Nie jesteśmy skłonni płacić więcej nawet za nowe modele i trendy.
Czy ktoś jeszcze pamięta, co było przed ekologizmem? Była ochrona środowiska naturalnego po to, aby warunki życia człowieka się poprawiły. Bo ochrona środowiska jako nauka ma na celu zachowanie możliwie naturalnego charakteru środowiska przyrodniczego „gwarantującego ciągłość przebiegu najważniejszych procesów zachodzących w biosferze oraz utrzymanie środowiska w stanie zapewniającym optymalne warunki bytowania człowieka. Działania ochronne skupiają się na racjonalnym kształtowaniu środowiska i gospodarowaniu zasobami przyrodniczymi zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju”. To człowiek jest centrum zdrowego środowiska, którego ochrona leży w jego interesie, gdyż bezpośrednio wpływa na jego własny byt. Nie planeta, którą trzeba - według architektów religii klimatycznej, coraz bardziej przypominającej sektę - ratować kosztem bytu ludzkości.
Zdroworozsądkowa interpretacja zrównoważonej gospodarki sugeruje utrzymanie pewnego bilansu, aby konsumpcja dóbr naturalnych nie przekroczyła skali, w jakiej środowisko może się regenerować. Przy czym prewencja jest zawsze bardziej opłacalna niż naprawa. A czy zrównoważone jest na przykład eksploatacyjne wydobycie w krajach Trzeciego Świata kobaltu i litu, potrzebnych do produkcji baterii do elektryków, erodujące ogromne obszary gruntu, wykorzystujące ogromne ilości wody i wyzyskujące pracę lokalnych społeczności, nawet dzieci, bez jakiekolwiek dbałości o ich zdrowie czy bezpieczeństwo? Narażające przy tym lokalną ludność na liczne konsekwencje tej eksploatacji, jak zanieczyszczenie powietrza i wody, erozja gleby, zatrucie wód gruntowych.
Czy zrównoważone jest betonowanie wielkich obszarów pod farmy wiatrowe z fundamentami tak głębokimi, że powodują zanik podziemnych cieków wodnych i erozję gleby? Nierzadko dokonuje się masowej wycinki lasów pod te inwestycje! A co z wpływem na zwierzęta? Co z ptakami ciętymi łopatami turbin wiatrowych, wielorybami i innymi ssakami wodnymi błądzącymi masowo na plaże z powodu wibracji zakłócających ich system echolokacji? Kto się tym przejmuje? Kto liczy negatywny wpływ i skutki? O tym się nie mówi albo grzebie się kłopotliwe dane głęboko w kilkusetstronicowych raportach. Podobnie jak fałszuje się dane o emisji technologii „odnawialnych”, licząc ją tylko w stosunku do procesu energii wytwarzanej z pominięciem emisji podczas wydobycia surowców, instalacji i utylizacji.
Czyżby sekta klimatyczna narzucała nam religię opartą na półprawdach i wybiórczych faktach, zareklamowaną zielonym logo „eko”? Globaliści zastraszający nas skutkami naszych emisji bytowych, które mają zapalać planetę, nakręcający nasze dzieci przeciwko nam, niszczycielom planety, wytworzyli bańkę informacyjną cenzurującą fakty naukowe i manipulującą danymi. Ponoć 0,04% CO2 w powietrzu to według ostatnich ustaleń o 90% za dużo w atmosferze. Kto hoduje rośliny w warunkach szklarniowych wie, że dwutlenek węgla powoduje większy wzrost roślin i większą zdolność do zasysania dwutlenku węgla. Proces ten nazywa się efektem nawożenia dwutlenkiem węgla. Emisja CO2 pobudza fotosyntezę, a co za tym idzie, wzrost roślin. Większa ilość dwutlenku węgla w powietrzu sprawia, że rośliny są bardziej wydajne, jeśli chodzi o jego pochłanianie.
„Od początku ubiegłego wieku fotosynteza w skali globalnej wzrasta niemal w stałej proporcji do wzrostu stężenia dwutlenku węgla w atmosferze. Oba te wskaźniki są obecnie o około 30% wyższe niż w XIX wieku, zanim industrializacja zaczęła generować znaczne emisje. Nawożenie dwutlenkiem węgla odpowiada za co najmniej 80% tego wzrostu fotosyntezy. Większość pozostałej części przypisuje się dłuższemu okresowi wegetacyjnemu w szybko ocieplających się lasach borealnych i Arktyce ”- The Conversation" Natura sobie radzi, co nie oznacza, że należy przestać o nią dbać. Musimy jednak domagać się rzetelnych informacji, abyśmy mogli odpowiednio zaplanować zrównoważenie negatywnych zjawisk. I żeby Bill Gates nie nabrał nas na kupowanie kapsułek biomasy dla zrównoważenia naszego śladu węglowego czy też wycinania drzew, które on zakopuje pod ziemią w ramach tak zwanego carbon offset project. Tak, to się naprawdę dzieje. Gates zarobił już miliony na owieczkach sekty ekoklimatycznej, ale głównie na firmach, które chcą sobie nakleić zieloną etykietkę „eko”. Podobnych wyciskaczy naszej kasy jest dużo więcej.
Zauważmy, że ostatnio rzadziej używa się nazw „ocieplenie klimatu” czy „efekt cieplarniany”, ponieważ okresom cieplejszym w jednych miejscach na Ziemi towarzyszą zimniejsze w innych rejonach - niestety nie w Szkocji… tutaj po prostu pada więcej i dłużej! Skąd się jednak biorą zmiany klimatu? Są badania wykazujące, że zmiany klimatyczne stanowią zjawisko cykliczne związane z polem magnetycznym Ziemi i zmianami nachylenia osi Ziemi, czego rezultatem jest przebiegunowanie. Jesteśmy na początku kolejnego takiego cyklu. A odpowiedzialność za to zjawisko wcale nie leży po naszej stronie, ani nawet po stronie chciwych globalistów z ich masową produkcją narzucającą nam masową konsumpcję ponad nasze potrzeby. Wpływ wielkich sąsiadów naszej planety to sprawia, oczywiście z największym wpływem Słońca. Być może zamiast tracić czas i ogromne pieniądze na sztucznie napędzaną religię klimatyczną, napełniając kieszenie 1% grubych miśków, powinniśmy badać i planować, jak się na te nadchodzące zmiany przygotować. I śmiem wątpić, czy jakakolwiek ilość odnawialnych źródeł energii temu zapobiegnie. Tylko kto się właściwie przejmuje 99% ludności Ziemi? Kogo obchodzi coś poza naszą kasą?
Nie wierzcie, że naukowcy są w pełni zgodni w jakiejkolwiek kwestii. Szukajcie informacji, czytajcie i nie dajcie się nabrać na szare odcienie zieleni.