Do kogo należy przyszłość?
Raport o stanie amerykańskiego społeczeństwa, na który natknęłam się na platformie X (https://x.com/GaryStoneSWS/status/1894394443828269130), skłonił mnie do refleksji, jak bardzo zawodne okazały się rachuby świata wiecznego pędu i materialnego postępu. Zamiast bowiem eliminować problemy społeczeństw, potęgują je! Przede wszystkim dlatego, że lekceważą źródła rzeczywistego, a nie sztucznie wypreparowanego ludzkiego szczęścia – dbałość o więzi i dobre ludzkie emocje!
Eliminacja w nas tego, co prawdziwie ludzkie, czyli emocji – jako zbędnych, szkodliwych, czy wręcz zagrażających – pod pozorem większej sprawiedliwości i mniejszej arbitralności, to wielopoziomowa pułapka. Z jednej strony bowiem stwarza to przestrzeń dla rozwoju systemów sztucznej inteligencji, która jakoby miałaby szansę bardziej racjonalnie zarządzać ludzkimi sprawami, ubezwłasnowolniając nas, z drugiej natomiast nie uwzględnia złożoności zagadnienia emocji, które są największym czynnikiem naszego wewnętrznego rozwoju, bo w końcu jesteśmy CZUJĄCYMI ISTOTAMI! HIC!
To właśnie emocje ze swą podwójną, diagnostyczno-naprawczą naturą wskazują nam obszary do samopoprawy, jeśli mamy do czynienia z negatywnymi emocjami, ale i obszary stymulujące do rozwijania się i dzielenia się z innymi, jeśli przemawiają przez nas dobre emocje. Niszczenie i eliminowanie emocji na tak wiele różnych sposobów (medialne przebodźcowanie, leki, środki uzależniające, wywoływanie lęków itd.), doprowadzanie do obojętności czy apatii jest zatem największym zagrożeniem cywilizacyjnym, bo stoi na drodze do samopoznania i głębokiej samoakceptacji, a w konsekwencji do nawiązywania i zacieśniania więzi pomiędzy ludźmi w relacjach intymnych, rodzinnych, grupowych, czy wreszcie lokalnych.
Wszelkie zatem podziały i konflikty, tak nagminnie i powszechnie wzbudzane, to nie tylko tworzenie wzajemnej niechęci, ale także zaprzestanie BRANIA ODPOWIEDZIALNOŚCI ludzi lepiej uposażonych i bardziej wykształconych, nie mówiąc już o bardziej świadomych, za pozostałą, słabiej obdarowaną przez los część społeczeństwa, która zarazem stanowi jego część przeważającą. To ta większość staje się wyalienowana i pozostawiona sama sobie, zdana na postępującą apatię i utratę woli uczestniczenia w życiu publicznym i społecznym.
Bycie uprzywilejowanym zatem w żaden sposób nie nobilituje, jeśli sprowadza się do pogardy wobec milczącej większości, do poczucia bycia lepszym i jednocześnie WROGIM. A jeśli wrogim, to zarazem „zaburzonym”, bo jakikolwiek przejaw wrogości, jeśli pozostawić go samoistnemu biegowi rzeczy, urasta do gargantuicznych rozmiarów i przejmuje władzę nad swoim właścicielem. Efekt: rozbicie społeczeństw, brak platform współdziałania i rozwoju, wewnętrzne zapadanie się, a zarazem stawanie się łatwym łupem dla zewnętrznych, wrogich tym społeczeństwom sił.
Dostrzeżmy zatem we wspomnianym raporcie o stanie amerykańskiego społeczeństwa przyczynek do samorefleksji, bo sytuując się POMIĘDZY Wschodem i Zachodem, mamy jako Polacy przywilej BYCIA odrębnymi i od jednych, i od drugich. Przywilej niepowtarzalności! To, że będąc niesamowicie kreatywnymi i czasem zbyt indywidualistycznymi, za to jednak głęboko odczuwającymi, mamy zdolność podskórnego wręcz rozumienia, czym jest moc wzajemnego wsparcia – SOLIDARNOŚCI i troski o dobro innych na równi ze swoim własnym. To nasza ma być przecież ta iskra odbudowująca w świecie ZBIOROWOŚCI może i nie najbogatszych i nie najpotężniejszych materialnie, ale za to najdonioślejszych we wzrastaniu w dobru i samoświadomości. I tego, że to duchowy rozwój ma wyznaczać kierunki rozwoju światu materii, a nie odwrotnie.
Ngepow